Cienie sławy.
Poprawiony: piątek, 17 września 2010 14:50 Wpisany przez Nika sobota, 11 września 2010 12:03
Zastanawialiście się może kiedyś nad tym jaka jest cena sławy i co dzieje się na deskach, kiedy kurtyna opada? Przeciętny "szary człowiek" zazdrości gwiazdom ich blasku. Czy aby na pewno jest czego?
Przekonajmy się zatem.
Gdy gasną światła sceny tancerz zostaje sam. Samotny, chyba że za towarzysza uznać można jego słabości, lęki, kompleksy. Któż z nas jest od nich wolny? Te "małe podkopywacze pewności siebie" dopadają nas zawsze w niewłaściwych momentach. Nie inaczej jest z artystami. Nawet po udanym występie częstokroć zamykają oczy, a kiedy podnoszą powieki widzą obce twarze, fałszywe uśmiechy, słyszą miliony zaproszeń, propozycji, które przecież muszą odrzucić, by skupić się na pracy, by móc ziścić swoje pragnienia. I wreszcie przychodzi taka chwila kiedy pytają siebie: " dla jakiej idei ja się tak męczę? przecież chcę żyć normalnie, chodzić na imprezy, spotykać się z przyjaciółmi, wylegiwać się w łóżku do południa..." A jednak jakaś tajemnicza siła pcha ich dalej do przodu wciąż i wciąż. W tym biegu po spełnienie marzeń łatwo zgubić prawdziwą radość życia. Pytanie brzmi: jak wiele można poświęcić dla pokonywania kolejnych szczebli na drabinie kariery? Kiedy należy zatrzymać się i powiedzieć: "dość już osiągnąłem, chcę teraz trochę pożyć."? Wielka kariera wymaga wielkich poświęceń. Im większa - tym z większej ilości rzeczy trzeba zrezygnować. Pogodzenie życia prywatnego z zawodowym, kiedy jest się na szczycie to utopia. Dotyczy to każdego zawodu w show biznesie i nie tylko. Tancerz, aktor, wokalistka, dziennikarka czy sportowiec- wszyscy, którzy chcą naprawdę wiele osiągnąć w swojej profesji muszą iść na pewien kompromis. Zazwyczaj konieczne ustępstwa są większe niż mogliby się spodziewać, niejednokrotnie ów kompromis oznacza po prostu rezygnację z życia prywatnego w ogóle.
Na nurtujące mnie pytanie : "czy naprawdę warto tyle poświęcać w imię realizacji ambicji zawodowych ?" nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Podobnie jak nie istnieje prosty przepis na sukces ani reguła wedle której można wyliczyć jak wiele trzeba będzie sobie odmawiać aby osiągnąć zamierzony cel. Nikt też nie powie Ci kiedy należy przestać zaprzepaszczać wszystko w dążeniu do mety. Nie wiadomo czy to już ten moment, kiedy należy" ze sceny zejść niepokonanym" bo choćbyś na rzęsach stanął-nic więcej nie uda Ci się z show biznesu wycisnąć czy może wręcz przeciwnie - jeszcze parę kropel uszczkniesz z tego wyżętego owocu. Nie dowiesz się póki sam nie spróbujesz i nie przekonasz się "na własnej skórze". A ponieważ dla wielu ludzi wszystko jest gorsze od niepewności - najczęściej przekraczają tę granicę, za którą dalej już nic nie ma- ścieżka ich kariery nie tyle się kończy, co wręcz okazuje się, że z mozolnym trudem wspinali się na wysoką górę, a teraz spadają w zastraszającym tempie w przepaść, bo szczyt już jest dawno za nimi. Czasem uda się zatrzymać jeszcze gdzieś w połowie na jakiejś skarpie i trwać na niej czym prędzej zapominając o ambicjach i utraconym splendorze, niezmiernie rzadko zdarza się powrócić z tego miejsca na szczyt, najczęściej jednak na finiszu czeka tylko bolesny upadek. Jak bardzo będziesz po nim obolały zależy głównie od tego ile poświęciłeś dla zdobycia tej góry. Jakże często okazuje się, iż w trakcie wspinaczki straciłeś wszystkich przyjaciół, zaś u podnóża tego wzniesienia propozycji zawodowych brak, a telefon uparcie milczy. Wtedy trzeba podnieść się, otrzepać kolana i dalszą wędrówkę przez życie rozpocząć samemu, od nowa zawierając znajomości i przyzwyczajając się do życia na dużo niższym pułapie. Wbrew pozorom właśnie ta ostatnia rzecz może przysporzyć najwięcej trudności. To trochę tak jakbyście jeździli nowiuśkim mercedesem i nagle zostali zmuszeni do przesiadki na dwudziestoletniego Fiata 126p. Brrr...Nieciekawa perspektywa, prawda? Na samą myśl może cierpnąć skóra. A jednak ludzie podejmują to ryzyko. Pragną udowodnić sobie i innym, że im taki upadek nie ma prawa się przytrafić, bo są bystrzy, zorganizowani, mądrzejsi...
Czy gra jest warta świeczki? Niewątpliwie perspektywa bycia docenionym i rozpoznawanym, co mile łechce nasze ego czy wreszcie pławienie się w luksusach i zapisanie się na kartach historii , czyli najczęstsze powody dla których marzymy o sławie, jest kusząca. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Każdy chce podnieść swoją samoocenę i nie ma w tym nic złego. Na minus robienia wielkiej kariery jednak poczytuję fakt, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo zatracenia w trakcie pewnych wartości, zranienia bliskich osób lub odarcia się całkiem z prywatności, a co za tym idzie okaleczenia swojej psychiki. Jak zawsze w takim wypadku znajdą się przeciwnicy i zwolennicy przysłowia " cel uświęca środki" i "carpe diem", później jakoś to będzie. Gorzej tylko jeśli to "później" okazuje się nazbyt wygórowaną ceną za tę parę chwil na topie. Sądzę, iż warto przemyśleć te kwestie zwłaszcza przed przystąpieniem do urzeczywistniania naszych planów "po trupach do celu". Każdy, kto posmakował opisanej przeze mnie goryczy będącej częstą konsekwencją nieprzemyślanego pędu w wyścigu szczurów po gwiazdkę z nieba, wie o czym mówię. Cała reszta i tak dalej dążyć będzie do spełnienia swoich snów o karierze i bynajmniej nie jest moim zamiarem odwodzenie kogokolwiek od tego. Bardziej chodzi mi o chwilę refleksji nad sposobem i drogą na wymarzony szczyt. I zawsze pamiętajcie- nie samo osiągnięcie celu jest ważne. Bo "nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go".
| « poprzednia | następna » |
|---|



Komentarze
Właśnie kiedy pisałam ten felieton, to moją intencją była ta chwila zadumy wśród potencjalnych przyszłych uczestników:"czy ja to wytrzymam?czy gotów jestem tyle poświęcić?". Nie można myśleć jedynie o plusach sławy, ona ma jednak słodko-gorzki smak i zawsze ciągnie za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Rzecz w tym,aby świadomie wybrać.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.