Sponsor

Polecane:
 Medycyna estetyczna

Łzy jurora kluczem do sukcesu?

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

(3 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)


Historia składa się z łez, krwi i głupich nadziei. Tym razem skupimy się na łzach, choć nie zabraknie też trochę krwi i odrobinę nadziei. Wszystko to za sprawą tańca, jednego jurora i piątki uczestników You Can Dance - Po Prostu Tańcz. Co uczestnikowi YCD dają łzy Michała Piróga? Jak wpływają na jego losy w programie? O tym poniżej.
Zacznijmy od pierwszej edycji. Niosła ona za sobą wiele zobowiązań, wiadomo: pierwsza polska edycja tanecznego show. Był 3 sierpnia 2008 roku - pierwszy casting w Gdańsku, stolicy polskiego wybrzeża. Na scenie zameldowała się Maria Foryś. Wszyscy jednak skupiali się bardziej na jej oryginalnej urodzie i warkoczykach niż na tańcu. Była jedna osoba, a raczej juror, który zauważył w nim coś co go wzruszyło. Wtedy pojawiły się pierwsze łzy i padły słowa: Piróg płacze!. Dziś są to kluczowe słowa dla każdej edycji YCD. Wtedy były fenomenem, bo jak surowy juror mógł się popłakać w trakcie emocjonalnego tańca Queen Marijah? Maria zatańczyła solówkę jeszcze raz - podczas wyboru złotej 16. Jednak to była tylko formalność. W programie miała tylko jedną okazję pokazać się w jazzie, cały czas losowała hip hop, bądź dancehall. Stała się ulubienicą jurorów: Agustin wychwalał ją pod niebiosa(urodę), a Michał mówił, że przykrywa swoich partnerów i króluje na parkiecie! Jak to się dla niej skończyło? W odcinku TOP8 pożegnała się w programem. W wygranej nie pomogły łzy Michała, przydałaby się sympatia widzów. Niestety spośród czterech pozostałych w show dziewczyn miała ją najmniejszą.

Idźmy dalej: druga edycja. I znowu casting w Gdańsku. Co tym razem? Łzy Michała. Powód? Taniec Ewy Radev. Michał był tak urzeczony dziewczyną, że wręczył jej bilet do Buenos. Niestety przy pierwszej eliminacji był bliski urojenia kolejnych łez. Musiał pożegnać 18-letnią wtedy Olsztyniankę. Ewa wróciła w 4 edycji z nową energią i nowym ambicjami. Były też wspomniane wcześniej nadzieje. Tym razem na castingu wylądowała na drugim etapie, mimo to dostałą bilet. W Lizbonie dotrwała nawet do zajęć z Laurie Ann Gibson. Niestety z programem przyszło jej się pożegnać podczas doboru złotej 16. I wtedy puściły nerwy, a każda złudna i głupia nadzieja nagle się rozpadła. Ewa nie chciała rozmawiać z kamerzystą, nie chciała też pocieszenia od kolegów. Wolała siedzieć sama. Zapewne to kwestia przemyślenia kilku spraw i ułożenia sobie wszystkiego w głowie.

Wróćmy do trzeciej edycji. Każdy zapewne pamięta występ Jakuba Mędrzyckiego do piosenki About Being Alone. Nagle słychać głośny okrzyk Agustina Egurroli: O rany Piróg znowu płacze!. I naszym oczom okazują się znowu łzy jurora. Casting w Warszawie przyniósł Kubie bilet do Barcelony. Barcelona dała mu złotą 16. W programie zachwycał najróżniejszymi stylami tańca. Jednak znalazła się rzecz, za którą ganił go Michał: solówki. Ganił go za to, że ciągle tańczy w nich to samo. Mówił mu, że to robi się nudne dla niego, a co dopiero dla widzów. Miał trochę racji. Jednak jego miłość do Kuby sprawiła, że pan Egurrola też upodobał sobie w nim własnego mistrza polskiego YCD. Zwykł go nawet tak nazywać. Nadszedł odcinek TOP8. Nadszedł czas pożegnań i jak na ironię pożegnaliśmy wielkiego mistrza. Kolejny ulubieniec Michała odpadł na tym samym etapie. Znowu nie pomogły łzy jury. Już wiedzieli, że popełnili błąd tego samego wieczora krytykując Kubę.

Nadeszła 4 edycja show. I jak dla odmiany casting w Warszawie. Zjawia się Paulina Figińska. Zachwyca całą Polskę swoją solówką do Zombie, a Michała Piróga wzrusza do łez. Bilet do Lizbony trafia w jej ręce. Niestety w Lizbonie juror zauważa, że danie jej biletu to zbyt pochopna decyzja, gdyż dziewczyna jest niedojrzała. Za kulisami powiedział jej co ma w sobie zmienić i przyjść do kolejnej edycji. Tancerka Dance Cube wzięła sobie jego porady do serca i rok później zameldowała się na castingu w Gdańsku. Tam ponownie wzruszyła jurora i pokazała, że ostatni rok dodał jej nieco pazura. Poleciała do Tel Avivu, gdzie.... Przechodziła chwilę załamania na lekcjach mambo. Jednak wszyscy i tak wiedzieli, ze ta dziewczyna w tym programie daleko zajdzie. Weszła do złotej 14, ale pojawiło się znowu fatum losowanych styli. Jak na ironię podczas gdy Maria miała sam hip hop, ta losowała albo jazz albo współczesny. Mimo to zaszła aż do finału! I mimo wzruszeń na wizji, które fundowała Michałowi nie dała zapomnieć o sobie widzom. Michał też nie dał i obdarował ją toną żółtych tulipanów. Mówił, że to wszystko w podzięce za cudowne duety i solówki! Figa mimo, że nie wygrała show dostała bilet na Broadway Dance Center. Miłość Piróg tym razem została zaszczepiona u osoby trzeciej, która zdecydowała się zostać sponsorem tego wyjazdu.

Wróćmy do piątej edycji. Casting w Poznaniu odwiedza rudowłosa dziewczyna imieniem Paulina. Oglądamy cudowną solówkę, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że najlepszą castingową. Michał wzruszony, a reszta jury nie przekonana. Efekt? Drugi etap hip hop. Jest jeszcze jeden efekt. Michał w ramach strajku wstaje i wychodzi z sali. Na dogrywce Paulina dostaje bilet. Niestety ginie nam na warsztatach. Nie widzimy jej poczynań. Wiemy jedno: odpadła.

Nie uwzględniłam jeszcze epizodu rodem z czwartej edycji i słów Michała: Julko, Kubo kocham was. Wtedy juror był wzruszony po występie w choreografii Genevieve Dorion- Coupal. Niestety Kuba odpadł w TOP8, a Julka w TOP4. Oboje nie zaszli do finału.

Jak widać łzy Michała nie gwarantują zwycięstwa. Nie gwarantują też sympatii ze strony widzów. Często są jednak wskaźnikiem pięknego występu i tańca. Przepowiadają nową gwiazdę tanecznej sceny. Tak było w przypadku Marii, Kuby i Pauliny. Tak będzie zapewne też w przypadku kolejnych tancerzy, którzy wywołają łzy na twarzy Piróga.