Krytycznym Okiem - Anna Mucha
Wpisany przez Kat piątek, 03 września 2010 16:44
Ze szczytowymi emocjami jukendensowego programu wiąże się nie tylko kategoria uczestników, ale również kategoria oceniających. I tu, proszę Czytelników, nastąpiła mała (bynajmniej nie w porządku show) zmiana. Niezwykle pocieszną i na wskroś optymistyczną była wiadomość o jej możliwym, właściwie wysoce prawdopodobnym uczestnictwie w show. Właśnie jako osoba oceniająca. Mająca prawić, z lepszym czy gorszym skutkiem, morały i takie tam. Anna Mucha, nowa jakość w programie! Konkretnie jaka, nie wiadomo - trudno wyrobić sobie o niej właściwe pojęcie… W Internecie od razu się zagotowało. W każdym razie wiadomość ta skutecznie podsyciła ciekawość internautów lub też brutalnie zrównana ich zapał z ziemią. Nasuwało się jedno pewne pytanie: jak to teraz będzie? Dylemat być może nie dorównywał rangą hamletowskiemu „Być albo nie by być”, ale brak odpowiedzi już wtedy wywoływał skok ciśnienia w widzowskich tętnicach. Obciachem było już pojawienie się Muchy na liście kandydatów, obciachem do kwadratu uznanie ją za obiecującego jurora. Ile ludzi tyle opinii…
Dalej było już tylko śmiesznie i bardzo śmiesznie. Bo jej osoba czy trafniej mówiąc komentarze na pewno nie budzą letnich uczuć. A fragmentów, w których dostarczyła nam zmieszanych uczuć było całkiem sporo. Nie mówiła może ciągle o pięknych nogach, cudownych emocjach, fantastycznych strojach… Próbowała wejść w swoją rolę jak najlepiej. Nie wątpię w jej szczere intencje, dobro i chęć niesienia pomocy uczestnikom w postaci budujących i pożytecznych wyjaśnień. Gdzież bym śmiała! Miała może żywiołową naturę, ani grama piątej klepki i zabójczy stosunek do pewnych uczestników… Ale robiła co było w jej mocy. Co złego to nie ona! Starczy tej szydery, bo a nuż ktoś uwierzy, że to świetna jurorka, najlepsza jaką mógł mieć w swej obsadzie taneczny program, a jakże oryginalna, zabawna i przebojowa… Szkoda tylko, że w negatywnym tego słowa znaczeniu.
A tak naprawdę poza wrodzonym sex appealem i wdziękiem, trzeba wykazać się w programie także umiejętnościami stricte warsztatowymi, a przynajmniej starać się w jak najlepszy sposób przekazać uczestnikom „złote rady” by ich prezentacja na scenie dosłownie zachwycała. A prawda jest taka, że gdy brała udział w dyskusji samopas, wdzięk Muchy natychmiast gasł. Tracił na znaczeniu. Nie dało się NIE zauważyć Ani pod tym mniej pozytywnym względem. Zadowalających rezultatów jej przemówień było w sumie tyle ile kot napłakał. Nie mniej ważki, a może nawet ważniejszy wydaje się być przy tym fakt, jakim było ciągłe zwracanie na siebie uwagi, czyli nieszczęsne, jednocześnie całkiem słusznie przewidywane, gwiazdorzenie. Nie ma sensu wgłębiać się w castingi, gdzie mimo wszystko sceny się dokręca, montuje itd. Znacznie ciekawsze i tragiczne w skutkach wydają się przy tym odcinki na żywo. Jak zaprezentowała się w nich nowa jurorka, kiedy nic już nie można było zmontować i wyciąć? Półtora godzinne show w ciągu tych trzech, czterech tygodni rozwiało chyba większość wątpliwości. Przeczucie nadciągającej katastrofy nie odstępowało mnie na krok. Poza tym panowała ciągła obawa, że osobowość Muchy zdominuje tancerzy i że kompromitacja czai się tuż za rogiem. W gruncie rzeczy każda z powyższych teorii znalazła swój wyraz w trakcie tych trzech live’ów. A złote myśli jurorki już dziś goszczą na ustach fanów programu. Poczynając od ripost wątpliwej wartości kierowanych do kolegi zza jurorskiego stołka, Michała, pojedynku na linii Mucha - Rusin, komentarzy odnośnie „osobowości” Adama, Kuby i Ani (a raczej jej braku), na opinii traktującej o Ilonie kończąc. W całym tym niemałym zamieszaniu zdarzało mi się niekiedy kompletnie tracić orientację. Mam świadomość, że do jej obowiązków należy jedynie ocena obrazku wytworzonego przez tancerzy, ale sposób w jaki to robi często, jak nie zawsze, pozostawia wiele do życzenia. Odnoszę wrażenie, że usiłuje zabłysnąć, a nie dość, że bardzo skutecznie gasi tancerzy, to jeszcze zwyczajnie gada głupoty. Chyba za bardzo wzięła sobie do serca rolę poszukiwaczki "osobowości telewizyjnych", ale żeby to przysłaniało talent taneczny, to postawa raczej średnia dla jurorki. Miniony odcinek nie był pod tym względem wcale inny, przeciwnie – znów odsłonił niezmierzone pokłady idiotyzmu jurorki. Jak choćby (nie wiadomo która) uwaga o osobowości po cha-chy Aleksa i Leal. Jednak nieudolnie majstrując przy bombie, pomyliła zapalniki i zamiast wysadzić w powietrze Agustina, trwale okaleczyła samą siebie (bezcenne?).
Zmierzając do podsumowań, jurorowanie Muchy jak na razie rozczarowuje pod każdym względem.
Byłoby może śmiesznie, gdyby nie było tak źle. A jak źle jest? Od samego początku bardzo źle (miłe złego początki…). Mucha do najlepszych komentatorów nie należy, za to do kompromitujących się na każdym kroku - jak najbardziej. Oglądałam w programie już wiele dziwnych rzeczy, większość z najwyższą niechęcią, jednak to uczucie, a raczej wzmożona nieżyczliwość w stosunku do jej cokolwiek dennych wypowiedzi i niemiłe przeczucie, że kolejna fala zażenowania przetoczy się po scenie z ciężarem ołowianej rury, zdaje się bić wszystko inne na głowę. W związku z tym jej działania mogą doprowadzić do zawodu - prawdę mówiąc, już jej się to udało. Na ambitne teksty/wypowiedzi/pouczenia nie ma zatem co liczyć, ale trzymajmy kciuki za to, by chociaż zmieściły się one w konwencji parodii, bo czasem kiczowate komentarze również mają swój urok. Na koniec idealne, moim zdaniem, zbilansowanie działań Muszki: Najlepsza rola, w jakiej mogłaby się sprawdzić, siedząc za tym stołem, to rola ładnej ozdoby, najlepiej takiej ustawionej na funkcję „mute off”. Amen!
| « poprzednia | następna » |
|---|


