Krytycznym Okiem - Kasia Bień
Wpisany przez Kat piątek, 03 września 2010 16:46
W minioną środę pożegnaliśmy kolejną dwójkę tancerzy, między innymi
Kasię Persona non grata Bień, znaną bardziej z maślanych oczu i afektu do starych kawalerów, niż strategicznych pomysłów… na siebie. I jej nie ominęły te krótkie, choć bolesne słowa. Także ona może pochwalić się tym wyróżnieniem.
Jak wszyscy mogliśmy się o tym przekonać, zdania na temat Kasi były od początku znacząco podzielone. Zwolennicy, podkreślali jej zawziętość oraz ambicje (gdzie z kolei przez obóz drugi traktowana była jako coś w rodzaju „przerostu treści nad formą”), antyfani natomiast zarzucali jej denerwującą pewność siebie, słowem: charakter, choć nie bez kozery wspomina się także o przeciętnej technice… Nie dało się jednak nie zauważyć Kasi pod tym mniej pozytywnym względem.
Kiedy pracowała z dobrymi partnerami (tym samym w stylu sobie pokrewnym) – w rodzaju Tomka - efekty ekranowej emanacji były satysfakcjonujące, kiedy jednak brała udział w projektach artystycznie wątpliwych, wdzięk Kasi natychmiast gasł. Tracił na znaczeniu. Bez wątpienia do jednych z owych projektów można zaliczyć miniony Lyrical HH z Aleksem. Istnieje mantra którą wypowiada się przy takich okazjach. NUDA. Otóż właśnie: nudził i męczył niemiłosiernie. Nie ma zasadniczo nawet czego pamiętać… Zero emocji, charyzmy scenicznej, energii… Nie wzbudził we mnie absolutnie żadnych emocji, refleksji. Nie zachwycił, nie porwał, nie zainteresował. Występ skiepszczony do granic śmieszności. Na tle reszty występ tej dwójki prezentował się nad wyraz słabo. Na tym etapie moje procesy myślowe napotkały zdecydowany opór. Dalej w głowie miałam już tylko pustkę. Przerażającą pustkę. Nie dali z siebie wszystkiego, nie włożyli w ten taniec całych siebie, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. Niewątpliwie poprzedzający układ był daleko bardziej udany, niemniej ostatecznie również nie wbił w fotel. Kroki, przejścia i reszta. I Kasia – niezbyt przekonująca. Także HH z Bartkiem nie odznaczył się czymś wyjątkowym poza tym, że dwójka uczestników nie specjalizujących się w danej technice sprostała zadaniu, nie dając wyrazu kompletnej klęski.
Poza tym była zaledwie przecinkiem na stronie Historii programu. To smutne, ale o niektórych nie można napisać nic więcej. Właściwie nie wielu wróżyło jej sukces, przeciwnie – jak najszybciej chciano się z nią pożegnać.
Warte zastanowienia są same słowa tancerki (podczas trwania warsztatów), gdzie według niej w żadnym stopniu nie zasłużyła na dogrywkę, dając do zrozumienia, iż miejsce w złotej 14stce jej się należy. Właśnie w tej chwili część osób już do końca nie miała się do niej przekonać, a incydent z tym spowodowany pokutował w ludzkiej wyobraźni i bywał bez najmniejszych zahamowań kontynuowany; zaczęto odnosić się do niej z niechętną rezerwą i większą ostrożnością. Samoocena w branży takiej jak program rozrywkowy jest z pewnością nieocenionym sojusznikiem, ale niektórych być może denerwował fakt rzekomego przerostu ambicji Kaśki. Przyznam jednak, że być może faktycznie w zachowaniu dziewczyny kryło się coś, czego nie można było obrać za dobrą monetę, a w jej oczach czaił się jakiś pewien rodzaj zawiści czy zwykłej złości, którą na próżno próbowała pokryć uśmiechem. Z drugiej strony patrząc, emocje wzięły górę, a w takich chwilach z pewnością trudno jest zachować spokój ducha… Moje wątpliwości budziło jednak co innego. Mianowicie taniec.
W porównaniu z powstającymi w mojej wyobraźni możliwościami uczestniczki, niedużo z nich znalazło swoje odbicie w live’ach. Zapał jaki widziałam na castingu, ta iskierka, potencjał, i co jest najważniejsze, dobre predyspozycje, by zaistnieć na rynku tanecznym, tzn. jukendensowskim nie i s t n i a ł y - nawet dobrze zapowiadający się uczestnik, może spaść na samo dno w oczach widzów. Z perspektywy czasu przyznaję, że nie dostrzegłam w niej nic co by miało mnie ewentualnie zachwycić. Podobnie było z wczuciem się w charakter tańca - nie przekonywała mnie, może było tego zwyczajnie za mało. Technika, inwencja twórcza, której jak na moje oko autorce brakowało, charyzma, wiarygodność. Tego wszystkiego było zdecydowanie niewiele. Tak pokrótce można streścić solówki panny Bień. Nie przekonywały - ani technicznie, ani emocjonalnie – ot takie sobie. Z pewnym zdziwieniem obserwowałam sposób w jaki prezentuje się choćby na konferencji. W porównaniu z Tomkiem – Mount Everest! Wyraźnie brakowało jej pomysłu na siebie. Słowem: taniec Kasi ogromnie mnie rozczarował. Liczyłam na fenomenalne solówki, zamiast których zaserwowała nam wątpliwej wartości mieszankę, na zachwyty wywołane HH - jednak ku memu zawodzie prezentowała się w nim za nadto słodko, cukierkowo. Brakowało mi powera, pazura, jakiejś mocy, drapieżności... Wielu rzeczy mi brakowało...
Pomimo mojego negatywnego stosunku do poczynań Kasi, nie będę umniejszać tego, co zrobiła w tym programie - bo chociaż nie radziła sobie w innych stylach zadziwiająco dobrze, to jednak w dwóch pierwszych duetach pokazała na co ją stać, w rezultacie mieliśmy szansę zobaczyć dwa profesjonalne tańce towarzyskie. I za to, myślę, należy jej się plus.
| « poprzednia | następna » |
|---|


