Sponsor

Polecane:
 Medycyna estetyczna

Krytycznym Okiem - Aleksander Paliński.

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)


Odcinek: 3. Miejsce: Warszawa. Kto: Aleksander Paliński - to jego "oskarża się" o przewrót na spokojnej jukendensowskiej scenie, za sprawą (jakże) ujmującego „talentu” (w cudzysłowie właśnie) - broni, której wielu młodym uczestnikom brakowało, by odnieść sukces. Uwaga! Przedstawiamy Aleksa - czarodzieja, który zmienił historię tańca nowoczesnego; czarodzieja, który nie boi się nowych wyzwań; czarodzieja, który ma tylu zagorzałych zwolenników, co zaciekłych przeciwników… innymi słowy niezły rzemieślnik potrafiący zagrać na uczuciach, prawdziwy mistrz strojenia dobrych min do fatalnej gry.

Aleks był może magiczny. Może czarujący. Ale w głębi tajemniczej duszy był spokrewniony z każdym innym uczestnikiem. W dodatku owy wspólny mianownik nie stał wcale na najwyższym poziomie. Przeciwnie…
Historia o Aleksie prowokowała do szerokiej dyskusji właściwie od samego początku, sytuując każdą z solówek opartych w większej mierze na emocjach w kontekście pewnego rodzaju wydarzenia. W efekcie stał się, ujmując nieco górnolotnie, "władcą pomówień". Sympatia bywa ironiczna, ale to często bardzo niedobra ironia. Przypadek Aleksa to bez wątpienia ironia, choć niewesoła. Chłopak nie cieszy się, delikatnie mówiąc, uznaniem. Jego gwiazda w trakcie trwania programu jęła systematycznie gasnąć. Opowiadać o tańcu, jaki tworzy, bez emocjonalnego zaangażowania, nie sposób - albo się go kocha, albo nie cierpi. Albo uznaje za fenomen, albo za katastrofę. Głównym zarzutem wobec Aleksa może być fakt, iż praktycznie po KAŻDYM duecie tańczył solówkę – w dodatku na niezadowalającym poziomie. Te krótkie solówkowe odsłony miały jeszcze jedną nieprzyjemną właściwość – monotematyczność. Niewykluczone, że spore znaczenie miały również głośne emocje (notabene w naszym pojęciu niejako przesadzone i przerysowane). Może mamy wrażliwość pancernika, ale to było... nudne. Nie dostrzegałyśmy w tym za grosz „magii”, tylko konwencjonalność. Miałyśmy szczerą nadzieję, że ostatecznie uda mu się wyjść poza ramy swojego charakteru tanecznego, że pokaże się z innej strony. Co jak wiemy, nie wyszło… Słowem: niczym specjalnym się nie wyróżniały, uosabiały natomiast naturalny obciach, który w końcowym akcie przeszedł w stan trwałego, kompletnego braku wyczucia. Odniosłyśmy nieodparte wrażenie, że bardziej chodziło o to by przekazać niż pokazać.
Wypadałoby także napisać co nieco o występach, które fundował nam w duetach. Hm...Właściwie nie miałyśmy większego problemu z dojściem do wniosku, że zaczął dobrze, a potem spadał, i spadał, i spadał. O ile Hip Hop, który tańczył dwukrotnie, nasze oczy potrafiły znieść bez większych urazów, to Cha Cha, przeszła najśmielsze oczekiwania. Żadna z nas nie spodziewała się, że występ ten pozostawi trwały ślad i ogromną niechęć, w naszych głowach. Afro Jazz, choć minimalnie lepszy i tak nie umywał się do tańców, które prezentowali nam pozostali chłopcy. Chyba raczej Aleks nie będzie miał się czym pochwalić, w przeciwieństwie do tancerzy, którzy odpadli o tyle za wcześnie, że przed nim.

Naszej uwadze nie umknęło również jego zachowanie podczas odcinków „na żywo”. Fani widzieli tylko i wyłącznie szczerość, wrażliwość i wciąż towarzyszącą mu skromność. Jednak my oglądałyśmy chyba zupełnie inny program. Wszystko to wydawało nam się nadmuchane, sztuczne, fałszywe i ani trochę naturalne. Jednym słowem, Aleks co tydzień, dawał nam wspaniałą pokazówkę pt. „Jak skutecznie nabrać widzów”. Już tłumaczymy o co konkretnie nam chodzi...Praktycznie po każdej z solówek, wszyscy mieliśmy okazję wysłuchać jakże wzruszającego i wzbudzającego litość monologu. „Niezależnie od tego co się stanie...Dziękuję, naprawdę dziękuję państwu...” - po tych słowach emocjonalny mieszkaniec Krakowa, kładł sobie dłoń na sercu i spuszczał głowę w potulnym geście. Chwilami takie sytuacje wydawały nam się dziwne, żeby nie powiedzieć odrobinę żałosne. Kolejna sprawa to zachowanie tego Pana, po ogłaszaniu werdyktu telewidzów. Tym razem jego dłonie nie osłaniały serca, lecz twarz...I zszokowany tancerz, po raz kolejny mógł dołączyć do grona bezpiecznych przyjaciół i trenować przez kolejny tydzień. Taką sytuację zaobserwować mogliśmy, dokładnie pięć razy pod rząd.

Jest jeszcze jedna rzecz. Wiadomość jaką swego czasu nam zafundowano wzbudziła skrajne emocje i polaryzację stanowisk. Gdy powiadomiono internatów o pewnej nieautentyczności działań uczestnika w postaci solówek, zabrzmiały wśród widzów dwa chóry. Pierwszy – uważający całe to zdarzenie za zupełny skandal, przekonujący wszystkich, że Alek podstępnie skopiował czyjąś choreografię, ponieważ za wszelką cenę chciał dostać bilet do Izraela i drugi próbujący przywrócić Aleksowi taneczny honor. Musimy przyznać, że dowód w postaci filmiku, dał wszystkim do myślenia. Niezależnie od stopnia prawdopodobieństwa każdej z podobnych historyjek, fakt ten położył się długim i fałszywym cieniem na jego karierze.

Zbierając wszystko w jedną całość, stwierdzamy, że Aleksander – tancerz z oryginalną fryzurą, nie popisał się zbytnio w programie. Nie poczynił specjalnych postępów, nie zachwycił duetami, solówkami tym bardziej. Jego osobowość też nas nie przekonała. Byłyśmy bardzo zdziwione tym, że zaszedł aż tak daleko, gdyż jako jedne z bardzo nielicznej już grupki takich ludzi – stawiamy taniec, nie na charakter i wygląd. Nie znaczy to jednak, że życzymy temu chłopakowi źle, absolutnie nie. Mamy nadzieję, że będzie trenował i pracował nad swoimi słabymi punktami, by w niedalekiej przyszłości efekty ekranowej emanacji rzeczywiście były satysfakcjonujące.

by Kat&Impossible.