Krytycznym Okiem - Ilona Bekier
Poprawiony: czwartek, 07 października 2010 15:40 Wpisany przez Kat piątek, 03 września 2010 16:50
Ilona Bekier, alias Ailon - utalentowana dziewczyna, z burzą pomysłów i młodzieńczym porywem pt. „wezmę udział w programie!”. Tancerka HH – owa, wokół której kontrowersje zaczęły rosnąć właściwie od samego początku.
Z całą pewnością pewnego rodzaju rozczarowanie wobec działań Ilony spotęgowane zostało w związku z uprzednimi zapowiedziami, jakoby miała serwować nam jedno wielkie pasmo sukcesów. Warto by dodać, że w programie spotkali się „najlepsi z najlepszych” i każdy z nich chce wygrać. To wystarczająca dla nich motywacja i wcale nie potrzeba im medialnego dopingu, co niestety miało miejsce w wypadku dziewczyny – szczególnie zauważalne ze strony samego przewodniczącego jury, Agustina. Co za tym idzie, panowało głęboko zakorzenione przekonanie, że taniec Ilony stoi u progu zniszczenia. Nieskończona litania niedociągnięć w solówkach (czy niektórych duetach) stwarzała poczucie, że początkowe pozytywne wrażenie prysło i że Ilona przeżyła już okres swojej największej świetności.
Pierwsza szala goryczy przelała się w czasie warsztatów (które złośliwie można by nazwać "Ilona can't dance"), podczas których zadowalających efektów pracy dziewczyny właściwie nie było widać, jakby w uśpieniu obserwowała działania innych i gdyby nie media, trudno byłoby ją zauważyć. Naszły mnie pewne wątpliwości, przypuszczenia i, naturalnie, liczne pytania, czy jest to spowodowane brakiem większej inicjatywy, chęcią działania czy czymś zgoła innym... Tak czy inaczej pozostawiało to wiele do życzenia i stawiało ją w niekorzystnym świetle, a już na pewno dobrze się nie prezentowało. Z grubsza biorąc, na tle reszty wypadła porażająco biednie. Niezwykle przeciętnie. Myśl ta do najprzyjemniejszych nie należała, tym bardziej, że stwarzała ona poczucie osoby co najmniej dobrej. ½ programu była poświęcona natomiast jej łzom, żaleniu się do kamery i ani trochę imponującemu talentowi tanecznemu. Poważnie zaczęłam się zastanawiać czy w istocie rzeczy jest mnie w stanie czymkolwiek zachwycić. W tej sytuacji powiedzenie „Miłe złego początki” nabrało przejmująco dosłownego znaczenia.
Kolejną rzeczą na którą warto by zwrócić uwagę, są niewątpliwie głośne już solówki, stanowiące pewnego rodzaju bolączkę dziewczyny. Lakonicznie można by rzec: wtórne, nieciekawe, bez żadnej głębi. Rozczarowują pod każdym względem. Marne to odsłony, źle ułożone i kiepsko zagrane. Gdyby jeszcze za ich ideą stała jakakolwiek unikatowa propozycja twórcza, która zwaliłaby mnie z nóg, albo techniki, których widok wzbudziłyby mój szacunek i entuzjazm. Nic z tych rzeczy! Ilona, niestety, miała brzydki zwyczaj popadania w teatralne pozy pod znakiem „na żywo”. W sposób najzupełniej nieprzekonujący. Potrafiący natomiast skopać mnie po kulkach i na nowo zdefiniować pojęcie licencjonowanej kichy. Nie wiem, czy śmiać się czy płakać do tych wizji. Małe apokalipsy taneczne w jej wykonaniu, coś całkiem dziwnego w samym sposobie jej tańczenia, budziło zadowolenie, że trwało to jedynie 30s... Na plus dziewczynie trzeba zaliczyć, że jedna z nich była… naprawdę dobra. Sytuacja odwrotna zdarzała się dostatecznie często, że zaczęłam traktować ją jako coś w rodzaju prawa natury. W porównaniu z tym zaskakującym in plus wyjątkiem, co obiektywnie przyznaję, jej wcześniejsze solówki wydają się być wyłącznie kinderbalem z zerówki. Wyraźnym problemem Ilony był brak pomysłu na siebie. Ale tym nie można usprawiedliwiać infantylności, zupełnej pustki, zarówno pod względem figur jak i emocji, a takie właśnie były jej solówki. Słabe do granic śmieszności.
Półtora godzinne show w ciągu tych kilku tygodni opiewało również najróżniejsze występy duetowe, w których Ailona nie zawsze radziła sobie przyzwoicie. Podobnie jak w przypadku Kimbo, taniec Ilony zyskał dla mnie na wartości gdzieś w przełomie III odcinka live. Ale i ten występ, czy późniejszy locking nie wbił mnie w fotel, nie przekonał w zupełności. Prawdziwy przełom nastąpił według mnie (dopiero) w duecie ze wspomnianym Kubą, mianowicie w Jive. Po raz pierwszy, co z braku lepszego określenia musimy nazwać uczestnictwem, coś jakby drgnęło. Był to okres w pewnym sensie boomu tanecznego dziewczyny. Duet, jak i, solówka (?!) były jak najbardziej pocieszne dla oczu. Można było zauważyć także fajną relację między partnerami. HH również w pełni zadowalał, a przynajmniej ze strony tancerki. No i kto by pomyślał, że tak skrojona choreografia z dziewczyną i Aleksem w szeregu tak mi się ładnie skończy. Tak z poziomem w sumie. W związku z tym powraca stare, ale jakże zasadne pytanie: Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Talent taneczny w 30s prezentacji okazał się nie po raz pierwszy fatamorganą. Czegokolwiek dotknąć, jest dziurawe i przecieka.
Osobny akapit warto by z mojej strony poświęcić jeszcze pewnemu istotnemu aspektowi – osobowości scenicznej. Pewnie nie jeden z Nas odnosił swego czasu wrażenie, iż kreuje ona rzeczywistość, której w rzeczywistości nie ma. I mnie nie ominęły poważne wątpliwości, czy aby nie jest to forma budowania fałszywego wizerunku o sobie samej, mitów na własny użytek. Co więcej, w moich oczach nie zawsze wykazywała się właściwą inicjatywą, brakowało mi z jej strony całkowitego poświęcenia się temu co ma stworzyć. Za najlepszą tego ilustrację niech posłuży zachowanie dziewczyny po odtańczeniu swojej drugiej solówki. Zupełnie jakby nie zależało jej na wynikach głosowania.
Zmierzając ku podsumowań, przyznaję, że mimo wszystko owego Jive'a i solówki nie traktuję jak wybielacza czy uszlachetniacza. Ma tym samym w swoim ycd - owym życiorysie stronice piękne, ale ma też takie, których powinna się wstydzić. A do tej kategorii zdecydowanie można zaliczyć wcześniejsze solówkowe odsłony „gołe” jak pieprz turecki i ogólnie słaby start. Brak inwencji twórczej, brak emocji, pustość, brak wyrazu w tańcu zdecydowanie działały na niekorzyść dziewczyny. Nie ulega wątpliwości, że do wypadku przyczynić się mogły wszelkie predyspozycje mogące stworzyć z Ilony „gwiazdę” YCD, czego jednak nie uczyniła. Z tego mogło wyniknąć zagubienie, bo chyba wiedziała, czego ludzie od niej oczekują, a nie potrafiła się przełamać. Niezależnie od stopnia prawdopodobieństwa każdej z podobnych historyjek, podejrzewam, że przyczyna utraty uznania dla tancerki była bardziej prozaiczna – rozczarowanie jej umiejętnościami. To już któryś raz, gdy jestem zmuszona użyć tego słowa. Niestety, nie prezentowała się w programie tak, jak się tego spodziewałam. Z drugiej strony patrząc, niewątpliwie na jej korzyść uznać należy rozwój. W związku z powyższym można powiedzieć, że taniec Ilony w programie i odczucia wobec niego mi towarzyszących, przypominały jedną wielką sinusoidę.
| « poprzednia | następna » |
|---|


