Sponsor

Polecane:
 Medycyna estetyczna

Krytycznym Okiem - Finaliści

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)


Z czternastu zostało ich dwoje.
Z ich dwojga tylko jedno (oficjalnie) wygrało.

Lato idzie, człowiek jakoś refleksyjniej podchodzi do wielu spraw. Nie wystarcza mu, że ogląda zmagania dwójki finalistów w obecnej edycji. Musi sobie zaraz przypomnieć wszystkie występy z ostatnich dwóch lat. Patrzy na działania taneczne zawodników i rozmyśla nad zmianą jaka zaszła w obu uczestnikach... Kiedyś w ogóle było inaczej. A jak było?

Ubiegłe zmagania tancerzy prezentowały poziom, przy którym efekty obecnej pracy spokojnie mogą pretendować do tanecznego Oscara jako projekty ambitne. Wobec rezultatów ekranowej emanacji tej dwójki można było żywić spore wątpliwości.
Poza tym można zauważyć pewne analogie w przypadku obu finalistów - patrząc na Kubę i Paulinę, wrażenie uderzającego podobieństwa nasuwa się mimowolnie - podobna wrażliwość, ekspresja, emocje… I przede wszystkim – droga do V edycji programu. Niełatwa, wymagająca, czasochłonna. Oboje schodzili na margines, poza nawias taneczny show. Nie po raz pierwszy program zademonstrował, iż bukiecikiem fiołków nie jest.
Tak zwane żółte kartki na warsztatach, przekonanie, że ich osobowość nie pasuje do programu naznaczonego telewizyjnym ADHD, pewność, iż brak im siły przebicia.
Jednocześnie Kuba to Kuba, a Paulina to Paulina - mimo pewnych podobieństw - dwoje różnych tancerzy – co za tym idzie, z różnym bagażem doświadczeń w 5 sezonie.

A więc zgodnie z zasadą „ladies first”…
Ósma finalistka tanecznego show swoim uporem i zawziętością w dążeniu do zamierzonego celu niewątpliwie pokazała, że chcieć to móc.
Warto szczególnie zwrócić uwagę na prezentację mającą miejsce w IV sezonie, podczas którego po raz pierwszy mieliśmy okazję zaznajomić się z umiejętnościami dziewczyny. Jury rzucone na kolana? Nic z tych rzeczy!
Nie da się nie zauważyć, że sprawiała wówczas wrażenie osoby co najmniej zagubionej. Miała ten temat w oczach. Czy jednak można zarzucić jej coś od strony tanecznej? Warsztaty w Lizbonie pokazują, że tak.
Niestety, jej stosunkowo młody wiek i niedojrzałość psychiczna (czyt. „niemedialność”) spowodowały, że musiała wrócić do domu z kwitkiem i policzkami mokrymi od łez.
Powroty, czyli przemiany często bywają trudne. Przeważnie podchodzi się do nich z niejaką rezerwą, dystansem, niepewnością czy aby nie przełoży się to w znacznym stopniu na efekty starań owego oponenta.
Niemal zawsze obawiano się tancerzy wykreowanych specjalnie na okazję programu. A naturalność i szczerość, ujmując banalnie, jest najistotniejsza. To się zauważa i to się ceni. Parcie na szkło nie jest kluczem do serca wszystkich widzów. Sytuacja ta zdarzała się dostatecznie często, by można traktować ją jako coś w rodzaju prawa natury. Nie mogło ich zatem zabraknąć w przypadku Pauliny. I tu zaszła zmiana dekoracji. Wystąpiła inna uczestniczka – zdeterminowana, jak sama zapewniała – silna, mogąca sprostać wyzwaniom niesionym przez program, słowem: dojrzała. A mimo to zmierzając ku uldze widzom wciąż ujmująca prostotą. Choć może w dalszym ciągu nieco przytłoczona tanecznym tempem, czego odpowiednią ilustracją mogą być warsztaty w Izraelu.
Lecz jej gwiazda... zaczęła gasnąć. Po udanym występie z Aleksem była coraz mniej zauważalna. Z drugiej strony patrząc w POPie niewielu tancerzy błyszczało… Jednakże miałam nie tylko przeczucie nadciągającego niepowodzenia, ale też doskwierające wrażenie, że wyrazistość tancerki jest iluzoryczna. Ze szczerości płynącej od troszkę wymagającego odbiorcy (zwłaszcza, jeśli w jego oczach jest faworytką) muszę stwierdzić, że Pop żadną miarą nie był świetny, rewelacyjny, wyśmienity i tym podobne. Zabrakło mi tu ciekawej figury, żeby dodała całości smaku, żeby ten występ mocniej zapadł mi w pamięć. Możliwe, że gdyby choreograf pokusił się o jakieś urozmaicenie występu rezultat byłby przyjemniejszy dla oka… (W ten sposób cały czas zastanawiają mnie owe średnie tańce oraz spektakularne wpadki i czym one są tak naprawdę spowodowane; niedojrzałością choreografa, trochę takim niedoświadczeniem albo po prostu wszystkim po trochu?) nie oznacza to jednak, by z tego powodu patrzeć na tancerzy łaskawiej.

Jednym z istotniejszych problemów Pauliny w show było z pewnością zminimalizowanie różnorodności styli, z którymi dziewczyna zetknęła się podczas odcinków na żywo. Co tu dużo mówić – produkcja nieźle utrudniała jej co tydzień jukendensowskie życie. W ostatnim czasie dał się zauważyć w programach na żywo nowy trend, którego jeszcze do niedawna nie było. Powiedzmy sobie szczerze i wyjątkowo życzliwie: wielowymiarowość styli w tym sezonie była powalająca (u nas nic nie może być proste...). W ten sposób nie było w ogóle mowy o jakimkolwiek rozwoju, a na forach zagotowało się od opinii na ten temat. Jedno nie obędzie się bez drugiego, tak samo jak nie może być wiadomości sportowych bez meczu (temat na czasie ;) ). Tym samym miała wyłącznie trzy okazje do zaprezentowania się w innym stylu - wspomnianym popie (mało wyrazista), ragga jam (niezła) oraz HH (owszem – ACZKOLWIEK, momentami brakowało mi z ICH strony jakiejś większej energii). Ta porażająca huśtawka styli sprawiała pewną trudność w wyrobieniu sobie właściwego pojęcia o wszechstronności Pauliny. Nie ulega wątpliwości, że bywała ona prowodyrem licznych sporów. Trudno było tego nie dostrzec, kiedy patrzy się na podstawowe fakty. Przyjrzyjmy się kilku wymownym liczbom. Sześć występów w rodzaju contemporary, jazz, modern. W tym względzie miała wyjątkowe szczęście. No może nie szczęście. Potrzebne jest inne słowo… A tak: diabelnego pecha. Ciężko w takich okolicznościach mówić o zupełnym wykorzystaniu pobytu w programie, gdyż produkcja, los czy coś równie/bardziej złośliwego jej na to nie pozwoliło. W związku z czym w ogólnym rozrachunku kwalifikacje dziewczyny można określić na jakieś… 85%?

Zwycięzca programu owym wyróżnieniem na szczęście pochwalić się nie może.
We wszystkich medytacjach uderza mnie niezwykły szczegół: tancerz ten przedstawiał się coraz inaczej.
Biorąc pod uwagę sam początek: wydawał się co nieco przytłoczony kamerami i światłami. Na castingu rzeczywiście nie przyciągał uwagi i nie robił niczego, co mogłoby wskazywać na to, iż jest tak doskonałym tancerzem. Odsłona castingowa słowem to jakaś zaleta albo wada, niekiedy zjawisko, najczęściej coś okey, coś co ma ręce i nogi i prezentuje się więcej albo mniej efektownie. Tutaj było po prostu w porządku.
Na Kubę patrzę przede wszystkim przez pryzmat tego, że jest, także moim, zdecydowanym faworytem tej edycji. Dlatego też wymagałam od niego o wiele więcej niż od innych. Chciałam, żeby swoimi solówkowymi występami mnie zachwycał, żeby tańczył tak, że powiedzmy za rok będę nadal to pamiętała. Tak namacalnie udało mu się to w pierwszej odsłonie, przy pierwszym spotkaniu z nieuchronnością, to znaczy nominacją czy w TOP4. Całą resztę ogląda się przyjemnie, ale i bez żalu zapomina. Prawdę mówiąc można było odnieść wrażenie, że są do siebie ciut podobne. Poza tym gdzieś tam po cichu liczyłam zobaczyć inne wcielenie Kuby, mniej mocne, mniej „fizyczne” (z kolei u Pauliny odrobinę bardziej hmmm wampowate? ;) ). Chciałam jeszcze poznać takiego Kubę lirycznego, o!
Trudno nie wspomnieć też coś niecoś na temat Paso Doble w rytm muzyki Lady Gagi. Chyba każdy znał jego możliwości. W jazzie nie miał sobie równych. Jako Torreador był zaledwie znośny. Niezupełnie podobnie, ale również nie całkowicie zachwycająco zaprezentował się w finałowym HH, w którym na moje, partnerka odrobinę go przykryła. Mimo wszystko spodziewałam się czegoś więcej.
Z wielu jednak powodów jest artystą szczególnym. To jedna z najbardziej kreatywnych i wpływowych osobowości ycd – owskiej sceny. Z każdym odcinkiem pokazywał coraz większą klasę, umiejętności taneczne i swój bardzo fajny charakter ( ;) ) Jeśli dodać do tego nieodparty urok Pauliny, to mamy parę, której trzeba się strzec.

Tak czy inaczej moim skromnym zdaniem spisali się w programie bardzo przyzwoicie, a ich taniec był kapitalny, ujmujący, fantastyczny, obłędny… Dobra, zbyt wiele epitetów już wymyślono, żeby opisać taniec ten dwójki, nic tylko pozostaje życzyć good luck!

A program przejdzie do historii z dwóch powodów. Po pierwsze odbył się z wieloma tradycyjnymi (i trochę mniej) zmianami, a po drugie – zakończył z pomyślnym skutkiem... nie tylko jeśli chodzi o tancerzy (Probably... Hope so...).