Sponsor

Polecane:
 Medycyna estetyczna

Krytycznym Okiem - Sebastian Piotrowicz

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)


Kolejna, piąta już edycja tanecznego programu „You Can Dance” rozpoczęła się na dobre. Co za tym idzie, pierwsza dwójka tancerzy pożegnała się z szansą dalszego rozwoju oraz najważniejsze, wygraną przepustki do wymarzonego BDC. W wyniku nieoczekiwanej kontuzji członka formacji Caro Dance, wyrwa w scenerii programu ostatecznie przyjęła kształt Sebastiana Piotrowicza
– 21 –latka, studenta, pasjonata żeglarstwa i gotowania, lecz przede wszystkim – zdolnego tancerza, co dowodzi, że nawet eliminacje miewają czasem poczucie humoru. Trudno w takim położeniu pisać o czymś w rodzaju: czynniki, które przyczyniły się do jego odejścia (pisząc czynniki, mam głównie na myśli wysyłających sms-y i pobudki, jakie do tego czy owego ich skłoniły). Nie można tutaj chyba winić niczego poza drobną złośliwością przejawiającą się w zwichnięciu kostki uczestnika. W tym właśnie tkwi wielki ładunek emocjonalny i „komiczny”. Przechodząc już do rzeczy, to jest krytyki, przyjrzyjmy się uważnie jukendensowskiemu życiorysowi uczestnika, który nie zawsze był zupełnie czysty.
Poczynając od samego początku. Razem z bratem (Kubą Piotrowiczem
- przyp. red.) podczas castingu zatańczyli modern jazz do piosenki, którą można by góry przenosić… lecz w ogólnym rozrachunku występ ten można nazwać co najwyżej dobrym. Występ nie był zły, ale brakowało w nim tego c z e g o ś, co przenosi widza w jakiś inny wymiar. Brakowało w nim magicznego blasku, ciepła, głębi, dojrzałości zarazem, czego nie omieszkał wytknąć sam Agustin. Zastrzeżenie poczynił również MichałBardzo fajnie, ale czegoś mi brakowało w tym występie. Niby muzycznie, niby siedziało w muzyce, ale tak nie do końca. Tutaj gdzieś było zachwianie, w jednych momentach jeden był lepszy technicznie, w drugich drugi. W związku z czym zmuszeni byli do przystąpienia do dogrywki, ściślej mówiąc, hip – hopu, w którym wyraźnie było widać, że tanecznie to Sebastian ma przewagę, co zaowocowało biletem do Tel-Awiwu. Kuba natomiast musiał obejść się ze smakiem… Do czasu. A jak radził sobie w stolicy Izraela? Właściwie… dość ciężko powiedzieć. Niby gdzieś tam mignął, może nawet go kilka razy pokazali, ale… nie da się ukryć, że z materiałów jakie otrzymaliśmy wyrobienie miarodajnej opinii równe jest zeru. Produkcja jakby bardziej skupiła się na choreografach i ich pouczeniach niż ogólnie na umiejętnościach tancerzy, a TVN po raz nie wiadomo który szczodry był w łzawych historyjkach (ta niekończąca się maksyma: krew, pot i łzy…) i osób doskonale już wszystkim znanych, lecz w materiałach odnośnie osób wyeliminowanych czy zwyczajnie uczestników radzących sobie z kolei dobrze, oszczędnym nad miarę. Do tego chyba należy się po prostu przyzwyczaić. Co natomiast można powiedzieć o jego występach na żywo? Cóż, Broadway nie należał raczej do jego najlepszych chwil w programie. Jestem wręcz zmuszona pokiwać palcem, gdyż pierwszy duet był tak naprawdę swoistym zaskoczeniem. Zaskoczeniem in minus, niestety. Broadway był delikatną porażką w wykonaniu Ilony i Sebastiana, w którym to płeć piękna niezaprzeczalnie go zdominowała. Niespecjalnie porywający, męczący, nieco nudny, momentami nerwowy. Brakowało mi na scenie pewności, zaś w pewnym momencie Seba zwyczajnie ginął gdzieś na scenie. Słowem: udało im się tak na 23%. Następny styl napawał już większym optymizmem, parze bowiem przyszło zatańczyć tym razem hip hop. Hip hop, który bez wątpienia jest stylem uwielbianym przez szerszą widownię. Co więc zabrakło uczestnikom? Co zaważyło nad ich nominacją? Szkieletem, na którym oparto układ był jak się zdaje klimat rodem z Matrixa. Bo też siłą występu miał być nastrój, atmosfera, wciągająca, magnetyzująca… Klimat może był fajny, ale całość najwyraźniej nie zwalająca z nóg. Było bardzo statycznie. Spory ułamek rozczarowania można także przypisać choreografii, która być może wydała się co poniektórym nudna… jak choćby Ani, która zwróciła również uwagę Sebastianowi na chłód wynikający z jego pewności siebie. Nie oczarowali komisji. Czegoś zabrakło. Ujmując rzecz ogólnie: było okey, ale biorąc na tapetę resztę (Rumbę, Broadway, Contemporary, Jazz, aczkolwiek co do ostatniego miałabym pewne wątpliwości), innego wyjścia jak gdyby nie było. Przynajmniej wedle słów jurorów.
Jednakże nie tylko jego udział w odcinkach na żywo podlega mojej krytyce – duży wpływ na nią mają także pewne materiały, czy to z warsztatów, czy poprzedzające tzw. live’y. Czasem odnosiłam wrażenie, że wszelkie tego typu zabiegi były grą pod publiczkę, zwłaszcza przy okazji warsztatów. Jakby ten cały szum wokół swojej osoby, te jakże barwne, wesołe, skoczne i zabawne uosobienie nabierało niekiedy kształtu nadętego balona, wypełnionego nieco sztucznym powietrzem... Żywiłam niemiłe przeczucie, że w ten sposób „zawładną” show, będą mieli monopol na kulisy, a innych uczestników szklane oko pominie bądź znacznie ograniczy ich rolę. Nie należę do osób, na których robi to szczególne wrażenie, więc co za tym idzie przesadna rezolutność braci na dłuższą metę mnie męczyła, ot zwykła nieprzyjemna właściwość. Zapewne znaczna część osób wciąż ma w pamięci pewien występ w Mam Talent... Myśl o przesadnej pewności siebie, niedojrzałości, braku pokory pewnie jakoś sama nachalnie pchała się do głowy, po której radośnie hasały również wszelkiego rodzaju stereotypy o tancerzach Caro Dance (choćby o sodówce, mogącej uderzyć im do głowy od medali mistrzostw świata).W każdym razie niosło to ze sobą przez spory kawał czasu nieprzyjemne komentarze, dyskredytowało to go w oczach wielu osób. Ponieważ od tamtej pory zdążyło upłynąć wiele wody w rzece, z pewnością dojrzał, ukształtował się jako osoba i tancerz. Jak powiedział Kuba Wojewódzki: Talent to także fajny charakter. A Sebie w tej materii wiele już chyba zarzucić nie można. W związku z powyższym Warszawiak w swojej programowej karierze miał chwile dobre i te mniej, nie ulega wątpliwości, że mógł jeszcze wiele zaprezentować, lecz pech chciał, że odszedł właśnie na tym etapie. W takim położeniu pozostaje mi tylko życzyć mu rychłego powrotu do zdrowia i pomyślności tanecznej na przyszłość. :)