Pierre - mój pierwszy turniej taneczny
Poprawiony: poniedziałek, 06 września 2010 08:35 Wpisany przez Piotr poniedziałek, 06 września 2010 07:27
Pamiętam jakby to było wczoraj... 27 maj 2007. Emocje sięgały zenitu, ponieważ tego dnia odbył się pierwszy turniej tańca towarzyskiego, w jakim uczestniczyłem.
Co prawda były to tylko mistrzostwa mojego klubu (różniące się od zwykłych, ogólnopolskich turniejów), ale i tak nie wiedziałem czego się spodziewać. Brak pewności siebie również nie pomagał. Już dzień wcześniej miałem tak zwane motyle w brzuchu i nie potrafiłem się na niczym skupić. Myślałem tylko i wyłącznie o tym. Może to dlatego, że po raz pierwszy miało mnie oglądać więcej ludzi niż liczyła wtedy moja grupa?
Była to niedziela i całe przedpołudnie ciągnęło się niemiłosiernie. Myślałem, że z tych nerwów eksploduję. Gdzieś w okolicach godziny 15.00 wyjechaliśmy z domu. Przez całą drogę przypominałem sobie choreografie oraz rozmyślałem, czy czegoś nie zapomniałem. Moje przeczucie było słuszne, ponieważ przy rejestracji okazało się, że zapomniałem legitymacji. Bałem się, że nie będę mógł wystąpić, ale wystarczyło, żeby mama zaszpanowała dowodem osobistym. Gdy zobaczyłem tych wszystkich ludzi myślałem, że ucieknę. Zresztą prawdopodobnie tak by się stało, gdyby tata nie trzymał mnie za ramię (wyczuwałem, że on też był zdenerwowany). Najpierw przywitaliśmy się z rodzicami Magdy - mojej partnerki. Widziałem ich po raz pierwszy, więc chciałem zrobić dobre wrażenie. Trochę pogawędziliśmy i poszliśmy do swoich szatni. Przebrałem szybko buty, poczekałem na Magdę i zaczęliśmy się rozgrzewać. Po bodajże kwadransie prowadząca turnieju (nie znam kobiety) powiedziała przez megafon, że turniej rozpocznie się za 20 minut. W tym momencie serce uciekło mi do spodni...
Byliśmy już ubrani, więc staliśmy przed drzwiami głównymi oczekując na przyjście reszty par. Piękne suknie i fraki trochę podkopały naszą pewność siebie, gdyż my wyglądaliśmy, jakbyśmy ubrali się na rozpoczęcie roku szkolnego. No ale cóż, ubraliśmy się tak, jak kazała nam trenerka. Najpierw wszystkie pary (łącznie z nami oczywiście) wyszły na parkiet i obeszły go naokoło. Idąc widziałem, że moi rodzice i siostra są bliscy ataku serca. Trochę mnie to rozśmieszyło i nawet sam przez chwilę zapomniałem o nerwach. Gdy zeszliśmy z parkietu prowadząca oznajmiła, iż na drzwiach wywieszona będzie kartka z kolejnością występów poszczególnych kategorii. Poleciałem tam jak na skrzydłach. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc wykorzystaliśmy to na ćwiczenia. Gdy przyszła nasza kolej zobaczyłem swoich konkurentów. Oprócz mnie tańczyło 5 par - trzy z mojej grupy, jedna z początkującej oraz jedna z najbardziej zaawansowanej. Było wiadomo, że ta ostatnia wygra. W końcu tańczyli 5 lat podczas gdy ja, niecały rok. W ogóle nie pamiętam, jak się tańczyło. Emocje były po prostu zbyt duże. Po skończonych tańcach latynoamerykańskich, mieliśmy przerwę na odpoczynek, żeby później zaprezentować tańce standardowe. Zatańczyliśmy i poczułem się, jakby kamień spadł mi z serca. Nie obchodziło mnie miejsce, które zajmę. Cieszyłem się tylko, że mam to już za sobą. W oczekiwaniu na wyniki obserwowałem poczynania pozostałych kategorii. Były wśród nich przedszkolaki a nawet ludzie w średnim wieku, którzy swoje umiejętności szkolili na kursie tańca. Gdy wszyscy zatańczyli prowadząca znowu zabrała głos: "za 10 minut ogłoszone będą wyniki". Moja kategoria była pierwsza, więc wyszliśmy na parkiet nie wiedząc co robić, jak się ustawić itp. Usłyszałem tylko "szóste miejsce zajęła para..." i stres powrócił w mgnieniu oka. Chciałem dojść jak najwyżej się da, oczywiście o wygranej nie było mowy. Ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce.
Pokonała nas tylko ta bardziej doświadczona para. Byliśmy z siebie bardzo dumni i w ogóle nie spodziewaliśmy się tak dobrego wyniku. Nasi rodzice podobnie jak moja partnerka zareagowali bardzo emocjonalnie. Marudzili, że się nie cieszę, a ja po prostu świętowałem w środku.
Stwierdziliśmy, że nie możemy osiąść na laurach, tylko musimy jeszcze bardziej pracować. Doszliśmy też do wniosku, że czas sprawić sobie stroje taneczne...
| « poprzednia |
|---|



Komentarze
'W tym momencie serce uciekło mi do spodni...'
oplułam się kawą przy tym tekście (pewnie znów wyjdę na zboka)
ps. poprawiłam dwie małe literówki
Haha już tak pociesznie niestety nie wyglądamy.
Dzięki wszystkim za komentarze.
hehe a z tymi strojami to jest niczym pokaz mode niekiedy;). A wlaśnie przy okazji spytam: czy dobrze kojarze, że im wyższa klasa tym strój może byc bardziej świecący/ozdobiony? czy to jakieś plotki :D?
Po części prawda. Są klasy taneczne: E, D, C, B, A oraz S. Od klasy B można ubierać sukienki świecące z różnymi cekinami, piórami itp. Ostrzejszy makijaż też jest dozwolony a partnerzy mogą sobie pozwolić na body z większym rozcięciem i w każdym kolorze (nawet świecącym). Ogólnie klasa C/B to olbrzymi przelom pod każdym względem.
Bardzo lubie dziewczeta w sukienkach do tancow standardowych, natomiast sukienki do tancow latynoamerykans kich, jak dla mnie, za bardzo sie swieca albo sa takie zbytnio postrzepione (oczywiscie nie wszystkie)
Tak. Ja np mam male rozcięcie a tancerze klasy B i wyżej zazwyczaj do pępka.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.