Kin - zajęcia z Anthonym
Poprawiony: czwartek, 10 marca 2011 15:00 Wpisany przez kinga poniedziałek, 04 października 2010 22:41
Wbrew wcześniejszym obietnicom, nie napiszę dzisiaj o całym obozie – opowiem o jednym z wydarzeń, które najbardziej utkwiły mi w pamięci spośród tamtych kilku dni. Zajęcia miał tam poprowadzić sam Anthony, więc wiadomo jaka atmosfera panowała po przyjechaniu do ośrodka :)
Ale od początku – zaraz po zakwaterowaniu zakomunikowano nam, że 3–godzinne zajęcia z Antkiem odbędą się już za godzinę, o 18.00. W momencie zapanował popłoch, każdy chciał być na sali pierwszy, a zostało jeszcze tyle roboty z rozpakowywaniem. Bardziej doświadczone koleżanki doradzały sobie nawzajem, że jeśli nie „zajmą miejsca” zaraz w pierwszej linii, to niczego się nie nauczą – takie obawy nie były zresztą całkiem bezpodstawne, bo na sali miało się znajdować około 100 osób.. Czułam, jak kumuluje się we mnie stres i zmęczenie, poza tym, mówiąc szczerze, poważnie obawiałam się Jego zajęć, co również było efektem plotek krążących między obozowiczami :D
Moje obawy częściowo rozwiały się, kiedy stojąc pod zamkniętą salą, zobaczyliśmy choreografa. Z uśmiechem na twarzy i w klapkach japonkach na stopach, wysiadł z samochodu, po czym przywitał cały tłum zebrany pod drzwiami, radosnym „Hi Poland!” i wszedł razem z nami na salę. Przywitał się z tancerzami, których znał z poprzednich edycji YCD, jak np. Adą Piechówką, Alkiem czy Natalią Madejczyk. Rozgrzewka, którą poprowadził, dała się nam wszystkim we znaki, ale potem było już tylko lepiej. Anthony okazał się być przemiłym, przesympatycznym człowiekiem, który rozmawiał z nami nie tylko o tańcu, ale i o życiu – często przytaczał historie z życia wzięte, żartował Ilość osób zebranych na zajęciach również okazała się nie stanowić problemu, bo Anthony dbał o każdy najmniejszy szczegół, każdej osoby z osobna. Narzucał zabójcze dla niektórych tempo, ale robił to w sposób, który każdego mobilizował do pracy, a nie zniechęcał. Poza tym ciągle zmieniał ustawienie na sali, starał się aby każdy miał szansę zobaczyć najmniejszy nawet ruch – zdanie „Switch lines” odbijało się echem w naszych głowach jeszcze na długo po zajęciach :)
Najmilej wspominam moment, w którym na sali było przeraźliwie wręcz gorąco – kiedy Kaye zwrócił na to uwagę, zaproponował, abyśmy wyszli „outside”, w rezultacie czego wyprowadził nas na dziedziniec obozu, gdzie tańcząc, wzbudziliśmy niemałe zainteresowanie nie-tańczących mieszkańców. Przy zamieszaniu słyszało się pojedyncze uwagi o choreografii, stylu Anthonego.
Zajęcia były naładowane masą pozytywnej energii, która dała swój upust na zakończenie pierwszego dnia, kiedy wszyscy tupiąc w podłogę skandowaliśmy „an-tek, an-tek” - wtedy to też Antek dowiedział się, jak jest między nami nazywany – bardzo mu się to spodobało, do tego stopnia, że podpisując autografy pisał „Antek Kaye” :)
Był z nami przez 3 pierwsze dni obozu. Na każdych z 3-godzinnych zajęć zrobił inną choreografię, mieliśmy tylko żal do organizatorów, że zajęcia z nim zostawiali na koniec dnia, kiedy praktycznie na nic nie mieliśmy siły – zdarzały się grupki, które siadały pod lustrami i tylko obserwowały, nie mając siły na trening.
Moim zdaniem, najlepszy z nich był dzień trzeci, czego dowód znajdujemy w filmiku, którego druga część jest nagraniem z Polski, które wtedy powstało (wklejam poniżej). Zajęcia przedłużyły się trochę, nie chcieliśmy bowiem się z nim rozstawać, więc tańczyliśmy dopóki nie padliśmy ze zmęczenia – wszyscy spadliśmy potem na Antka, leżącego na podłodze :) Chociaż spieszyło mu się na samolot do Berlina, przez kolejną godzinę rozdawał autografy i robił sobie z nami zdjęcia.
Reasumując – Anthony Kaye zyskal w moich oczach dużo nie tylko dlatego, że patrząc na jego ruchy stawałam i robiłam „woooow”, ale dlatego, że pomimo swojej sławy nadal jest ciepłym, bezpośrednim i najsympatyczniejszym chyba choreografem na ziemi i nadal potrafi narzekać na polskie komary i gonić je po sali. Dziękuję :)
| « poprzednia | następna » |
|---|



Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.