Kin - zdrowa i niezdrowa rywalizacja
Wpisany przez kinga sobota, 26 marca 2011 12:12
Ze względu na wydarzenia, którymi często żyję, postanowiłam napisać dzisiaj o zazdrości i rywalizacji, jaka roztacza się w środowisku tanecznym na pewnym poziomie zaawansowania. I nie mowa tutaj o zdrowej rywalizacji, dążącej do dyscypliny i własnego rozwoju, ale o rywalizacji „chorej”, nie do końca czystej i nie do końca fair.
W początkowym okresie swojej kariery tancerz dba o własne postępy, pracuje całkowicie dla siebie i jest tym w pełni usatysfakcjonowany. Kiedy jednak przekracza jakiś poziom, wyrasta z poziomu amatora, zaczyna porównywać swoje postępy do postępów innych, obserwować tancerzy profesjonalnych i najzwyczajniej w świecie (widzę to nawet po swoim przykładzie) im zazdrościć. I nie ma w tym nic złego. Dopóki efektem tego jest jeszcze cięższa praca, chęć dorównania autorytetowi – jest to najlepszym, co może nas spotkać. Ciągnie nas w górę, daje jakiś punkt odniesienia, zmusza do samodyscypliny i rozwoju. I tutaj tkwi haczyk – jak korzystać z zazdrości, aby nie przerodziła się ona w chorą rywalizację i chęć podcięcia skrzydeł innym? Bo jeśli tak się stanie, zatracimy kompletnie sens tego, co chcieliśmy osiągnąć.
Nie dorównamy autorytetowi, jeśli wybierzemy drogę na skróty, poprzez udawanie i oszustwa. Jeśli chcemy być najlepsi, musimy na to zasłużyć ciężką pracą, musimy to zrobić w porządku wobec innych, aby i nas kiedyś ktoś mógł postawić za autorytet. I żebyśmy czerpali radość nie tylko z podziwu innych, ale też z tańca samego z siebie. I tego życzę wszystkim tancerzom, i nie tylko – niech zazdrość nie prowadzi was do chorej rywalizacji i zazdrości, tylko do samodyscypliny :)
| następna » |
|---|


