"Scena daje mi pewnego rodzaju wolność" - Bartek Woszczyński (specjalnie dla naszego portalu)

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

(6 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)

 

Był najmłodszym uczestnikiem V edycji You Can Dance. W maju zdawał maturę i rozpoczął najdłuższe wakacje swojego życia, które jednak teraz dobiegły końca. Bartek Woszczyński zgodził się na wywiad dla naszego portalu. Jesteście ciekawi co nowego u niego słychać i jak wspomina występ w tanecznym show? Koniecznie przeczytajcie!

1. Jury na castingu do 5 edycji powiedziało, że teraz jesteś już gotowy na program. Czy oznacza to, że wcześniej już próbowałeś swoich sił w YCD? (jeśli tak to zdradzisz nam jak wcześniej oceniano Twoje występy?)

Bartek: Tak, próbowałem również w 3 i 4 edycji. W 3 edycji nie nastawiałem się na nic, bardziej chciałem zobaczyć jak to wszystko wygląda od wewnątrz. Usłyszałem, że mój taniec jest za bardzo sportowy, a taniec to przecież artyzm. Z czasem uświadomiłem sobie, że mieli rację. Z 4 edycją z kolei wiązałem już pewne nadzieję, ale zdawałem sobie sprawę, że to jeszcze nie mój czas. I tutaj usłyszałem podobne zarzuty, aczkolwiek powiedzieli mi również, że jestem na bardzo dobrej drodze, co dało mi olbrzymią mobilizację. No i oczywiście ponownie usłyszałem, że jestem za młody. I choć wtedy byłem pewny, że jestem gotowy, że są w błędzie, to z perspektywy czasu wiem, że nawet 5 edycja to było za wcześnie. Ale… „Mądry Polak po szkodzie…” W 5 edycji byłem już zdeterminowany i postawiłem wszystko na jedną kartę. To było pisane na wariackich papierach. Pamiętam jak o 3 nad ranem praktycznie sam szukałem lotniska gdzieś w pobliżu Paryża, a wcześniej oszukałem moją grupę (przepraszam Was bardzo), z którą byłem w Paryżu, bo graliśmy tam spektakl. Powiedziałem im, że zostaję w sprawach rodzinnych. Nic lepszego nie wymyśliłem :) Także dla mnie wielką rzeczą było nawet to, że udało mi się dojechać na casting!

2.Na warsztatach mambo dało Ci w kość. Czy to był dla Ciebie najtrudniejszy sprawdzian w Tel Avivie? Na filmikach było widać, że Tomek po godzinach na spokojnie powtarzał z Wami kroki aby cała grupa dobrze wypadła. Czy te dodatkowe nocne próby z nim pomogły Ci w jakiś sposób?

Bartek: Mambo, jak Mambo, w kość mi dał Brian! Myślę, że każdy styl tańca i każde wyzwanie w Tel Avivie było trudne. W Contemporary prawdopodobnie od nas – tancerzy współczesnych – wymagali więcej. Więc nawet to, że to był teoretycznie „nasz styl” nie pomagało nam. Hip Hop natomiast był sprawdzianem naszej pamięci. Choreografia nie była aż tak trudna, ale tempo – zabójcze. Naprawdę podziwiam osoby, które ogarnęły to wszystko za pierwszym raze! A Mambo… Myślę, że to nie był tylko sprawdzian naszych umiejętności w tańcu towarzyskim, bo jak wiadomo raczej mało tancerzy miało jakieś większe doświadczenie w tych stylach. Myślę, że to był bardziej sprawdzian naszej psychiki – naszej wytrzymałości, odporności i wytrwałości. Tomek to naprawdę złoty człowiek. Wtedy bardzo mi pomógł. Nie tylko w tańcu, ale także podniósł mnie na duchu i to wiele razy. Zarówno w Tel Avivie, jak i później w finale był zawsze otwarty na wszelką pomoc dla każdego. I z pewnością to samo mogę powiedzieć o innych uczestnikach, a w szczególności o czternastce. Nie czuć było żadnej rywalizacji, wręcz przeciwnie. Byliśmy i myślę, że wciąż jesteśmy jedną wielką rodziną.

3. Jazz, modern, współczesny wymagają dojrzałości scenicznej. W programie wspomniałeś, że przez to co tańczysz ludzie odbierają Cię jako poważną osobę – często stykałeś się z takimi opiniami?

Bartek: Scena daje mi pewnego rodzaju wolność. A w tej wolności myślę, że najlepiej odnajduje się w poważnych tematach. Spotykałem się z takimi opiniami, ale raczej od osób, które mnie nie znają osobiście, tylko ze sceny, czy z telewizji. Jeśli chodzi o moich znajomych to jest zupełnie inaczej. Myślę, że odbierany jestem przez nich jako przeciwieństwo poważnej osoby. I kiedy poszedłem do liceum i tak po roku zaprosiłem klasę na mój spektakl, to każdy był w wielkim szoku. I to nie dlatego, że im się podobało, lub nie, ale nie wyobrażali sobie tego, że mogę być taki poważny, to była dla nich nowość. Nie sądziłem, że jestem aż tak skrajny, ale chyba coś w tym jest. A co więcej – chyba dobrze się w tym odnajduje. Scena pozwala mi na wyrażanie swoich głębszych emocji, odczuć, przemyśleń, a przy moich bliskich znajomych wciąż czasami mogę być dzieckiem. Czego chcieć więcej?

4. Wraz z Leal zatańczyliście przepiękną choreografię do piosenki „Halleluja”, która wywołała wiele pozytywnych emocji. Mieliście wrażenie, że tak dobry występ to jak gdyby rekompensata za pierwszy niezbyt udany duet? Jak pracowało Ci się z Leal i Pawłem Michno jako choreografem?

Bartek: W pewnym sensie tak. Od pierwszej próby przypuszczaliśmy, że może nam się udać zatańczyć naprawdę dobry duet, a Paweł Michno był naszym prezentem. Ale na pewno nie była to żadna rekompensata. Naszym poprzednim choreografem była Kasia Kizior, która jest rewelacyjna. Wiele mnie nauczyła i wiele jej zawdzięczam. Jednak była to strasznie trudna choreografia, w której trzeba było wytańczyć równo każdy, dosłownie każdy ruch. Pracowaliśmy, a raczej harowaliśmy z Leal naprawdę bardzo ciężko, no a wynik był niestety taki jaki był. Cóż… Nie było czasu na zamartwianie się, tylko musieliśmy się wziąć porządnie do roboty i przyłożyć się do następnego duetu, co mam nadzieję nam się udało. Paweł Michno to wspaniały choreograf. Ma mnóstwo świetnych pomysłów, był dla nas bardzo wyrozumiały i miałem do niego dużego zaufanie. Z Leal również pracowało się bardzo dobrze  rozumieliśmy się bez słów. Kiedy jedno z nas było w dołku, drugie go z niego wyciągało, zawsze ustalaliśmy sobie plan, nie wiem nawet czy świadomie czy nie, według którego pracowaliśmy i taka praca była przyjemnością i była efektywna. Byliśmy bardzo zgrani i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie nam dane zatańczyć razem!

5. Pokazy, konkursy, zawody i próby do nich zajmują mnóstwo czasu. Miałeś takie chwile, że żałowałeś, że zamiast z grupą znajomych pograć w gry, iść na dyskotekę…. itp. Ty byłeś na sali i ćwiczyłeś?

Bartek: Oczywiście! Szczególnie jak byłem młody. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że to moja życiowa pasja i myślę, że nie skłamię jeśli powiem, że były momenty, w których uważałem to za karę. Oczywiście myliłem się, bo gdybym teraz miał możliwość cofnięcia się w czasie, to pierwsze co bym zrobił to codziennie bym chodził na salę ćwiczyć, ale tak jak już wcześniej wspomniałem – „Mądry Polak po szkodzie…”. Niestety łatka osoby, która prawie nigdy nie ma wolnego czasu siedzi gdzieś w głowach moich znajomych i pewnie mają rację. Trudne są wybory pomiędzy przyjaciółmi, a tańcem, a niestety bardzo często muszę takie podejmować. Ale cóż… Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

6. Choreografie układasz do piosenek, które nie należą do gatunku komercyjnych i niekiedy nie są znane szerszej publiczności. Skąd ten pomysł?

Bartek: Hmm… Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co jest komercyjne, a co nie. Uwielbiam piosenki, w których mogę się zatracić, z którymi mogę się utożsamić, albo wczuć w rolę zupełnie kogoś innego. Komercyjne piosenki to przeciwieństwo tego, więc prawdopodobnie dlatego nieświadomie omijam je szerokim łukiem. Ale nie słucham gatunków, tylko muzyki, więc każda dobra piosenka jest potencjalnym kandydatem do mojej przyszłej choreografii.

7. Twoja mama jest choreografem. Czy to ona pokazała Ci świat tańca? Stawia Tobie poprzeczkę wyżej niż innym swoim wychowankom?

Bartek: Tak. To jej wszystko zawdzięczam. Wszystko co związane z tańcem i jeszcze więcej. Dzięki niej styczność z tańcem miałem od małego. I mimo, iż tego początkowo nie chciałem to na pewno dużo mi to dało w przyszłości. Jednak wbrew temu, co przez przypadek powiedziałem będąc w programie – nigdy nie czułem się, że spełniam marzenia mojej mamy. Zawsze dawała mi wybór, a ja zawsze wybierałem taniec. Czasami nawet nie wiedziałem dlaczego, po prostu coś mnie do tego ciągnęło. Pamiętam sytuację, kiedy wszyscy byli na podwórku, a ja musiałem iść na zajęcia. Wyprosiłem wtedy mamę, że jedne zajęcia sobie odpuszczę. I tak zrobiłem. Przez 10 minut. Kiedy zrozumiałem, że mam wybór, i że w pewnym sensie jestem wolny to pobiegłem do domu po rzeczy, a potem na salę. Miałem momenty zwątpienia, ale zawsze wracałem. Dzięki mojej mamie w ogóle poznałem taniec, bo nie jestem typem człowieka, którego można do czegoś namówić, przeciwnie. Im bardziej ktoś mnie namawia, tym bardziej ciągnę w drugą stronę. Więc gdyby nie to, że z tańcem byłem związany od dziecka, jestem prawie pewien, że nigdy bym nawet nie spróbował. 
Czy mama stawia mi poprzeczkę wyżej niż innym? Myślę, że na pewno nie w jakiś chory, czy destrukcyjny sposób. Wiadomo, bardzo często słyszę od niej krytykę, ale zawsze krytykę budującą i mobilizującą, za co jestem jej wdzięczny. Ja lubię mieć wysoko postawioną poprzeczkę, to zmusza mnie do działania.

8. Razem z zespołem występowałeś w Stanach Zjednoczonych, Japonii, USA, Rosji, Kanadzie, Norwegii, Francji i w wielu innych krajach Europy. Jak myślisz – czy gdyby w Twoim życiu nie pojawił się taniec zwiedziłbyś taki kawałek świata? Które z miejsc, w których byłeś urzekło Cię najbardziej?

Bartek: Jestem pewien, ze nie byłbym w stanie zwiedzić nawet polowy z nich. Jednak jest jeden minus – bardzo często jedyne co mogę zobaczyć w danym państwie to hala, na której odbywają się mistrzostwa. Na szczęście są wyjazdy, na których mamy parę dni wolnego. Każde miejsce na świecie jest na swój sposób wyjątkowe i bardzo ciężko jest mi jednoznacznie określić, które urzekło mnie najbardziej. Na pewno Broadway jest jednym z nich, ale gdyby to był quiz i musiałbym podać jedną poprawną odpowiedź powiedziałbym: Japonia.

9. W Internecie można zobaczyć choreografię, którą zadedykowałeś Japonii. Skąd pomysł na to?

Bartek: Zawsze staram się, aby moje choreografie i mój taniec nie były o niczym. Dlatego też zawsze szukam jakiejś inspiracji. To jest może okropne co powiem, ale najczęściej to właśnie te negatywne uczucia – ból, tęsknota, żal, rozpacz przyczyniają się do powstania najpiękniejszych rzeczy. Weźmy chociażby takie „Treny” Kochanowskiego. Uznawane są przez wielu polonistów za jego najwybitniejsze dzieła, a powstały na skutek śmierci jego córki. To przykre ale tak właśnie jest. Pamiętam, jak przeglądając strony w Internecie natknąłem się na informacje z ostatniej chwili dotyczącą trzęsień ziemi w Japonii. Pierwsze co zrobiłem to napisałem do moich przyjaciół z Japonii czy wszyscy z nich przeżyli... Te chwile oczekiwania na wiadomość były straszne. Na szczęście trzęsienia były w zupełnie innym rejonie i nikomu z nich nic się nie stało. Mimo wszystko te wydarzenia skłoniły mnie do przemyśleń… Słysząc co chwila większą liczbę ofiar, widząc w telewizji tsunami, które porywa uciekających ludzi ciężko jest przejść wobec tego obojętnie. Kilka dni później miałem koncert zadedykowany właśnie Japonii. Znalazłem piosenkę, która słowami nawiązuje do ulotności życia, do przemijania i postanowiłem zatańczyć właśnie do niej solo rozpoczynające ten koncert. Nigdy wcześniej nie wspominałem o tym, ale była to improwizacja. Powiedziałem akustykowi, żeby wyciszył muzykę jak zejdę ze sceny, bo nie wiem ile mi to zajmie. Wszedłem i pozwoliłem aby muzyka mnie poprowadziła. Tak tez się stało. Schodząc ze sceny miałem wrażenie, ze ten taniec to był ułamek chwili, ale gdy oglądałem to na wideo okazało się, że to była najdłuższa solówka w moim życiu. Cóż… Może właśnie była to taka ulotna chwila, jak cale nasze życie? Może nieświadomie przeżyłem sam to, o czym chciałem opowiedzieć innym?


10. Zdradziłeś, że uwielbiasz pisać scenariusze do spektakli taneczno-teatralnych. Powstał ostatnio jakiś nowy?

Bartek: Tak, ale nie jest jeszcze skończony. Musze go dopracować. Wiele scenariuszy jest zaczętych, ale zaledwie kilka jest napisanych do końca. Jeśli coś mi nie idzie, po prostu to zostawiam. Na potem lub na nigdy. Nienawidzę zmuszać się do tworzenia czegoś na siłę, to mija się z celem. Jednak mam nadzieje, ze niektóre z nich uda mi się dokładnie dopracować, a może nawet zrealizować?

11. Jeśli już o scenariuszach mowa – dzięki stypendium Prezydenta Miasta Siedlce udało Ci się wystawić spektakl taneczno-teatralny pt. „Cena Wolności”, do którego sam napisałeś scenariusz i ułożyłeś choreografię. Jak wspominasz ten debiut?

Bartek: To było dla mnie ogromne przeżycie. Po raz pierwszy mogłem się sprawdzić we wszystkich rolach jednocześnie, co jest dla mnie chyba szczytem marzeń – choreograf, scenarzysta, reżyser, tancerz. Temat był ciężki i jestem wdzięczny osobom, które mi pomagały i które w nim tańczyły, że tak wspaniale potrafiły się w tym odnaleźć. Spektakl był o losach pewnego żołnierza, który po śmierci swoich przyjaciół sam zostaje postrzelony. Pokazane są chwile, w których jest pomiędzy życiem a śmiercią. Jego wspomnienia, zjawy, zmarli przyjaciele proszący aby nie szedł w ich stronę, jego dawna miłość czekająca na niego „po tej drugiej stronie”, przerażenie, dezorientacja, miłość i agonia. Przygotowywałem się do tego naprawdę długi czas, zbierałem informacje na temat śmierci klinicznej, czytałem wspomnienia osób, które ją przeżyły. Wszystko to pomogło mi, mam nadzieję, lepiej oddać wszystko to, co chciałem przekazać. Nie chcę mówić o żadnym konkretnym przesłaniu, bo mam nadzieję, że każdy wyniósł z tego coś dla siebie. Całe to przedsięwzięcie wymagało trochę awangardowych posunięć – wprowadziłem w niektórych miejscach film, dwie sceny, a mimo wszystko tancerze nie tańczyli tylko i wyłącznie na tych dwóch scenach, oprócz tańca było sporo gry aktorskiej, było nawet kilka wypowiedzianych slow. Mam nadzieje, ze to nie przeszkodziło, a wręcz pomogło w lepszym odebraniu tego spektaklu. Na koniec wszyscy wstali, a niektórzy mieli łzy wzruszenia w oczach. Nie lubię kiedy ludzie przeze mnie płaczą, ale z tego akurat się cieszyłem. Największą nagroda dla mnie było to, że ludziom podobało się to co zrobiłem sam od początku do końca, bo wszystko było dokładnie takie jakie chciałem żeby było. Czego chcieć więcej? Może jedynie tego, aby była możliwość ponownego wystawienia „Ceny Wolności”. Mógłbym to wszystko lepiej dopracować, lepiej zatańczyć. Na pewno wiele bym zmienił i udoskonalił.

12. Tańczysz duety ze swoją dziewczyną – Urszulą. Czy to, że łączy Was miłość ułatwia Ci wyrażanie uczuć na scenie?

Bartek: Z pewnością. Ale tak jak wszystko, ma to swoje dobre i złe strony. Często jest tak, ze kłótnie prywatne przenosimy na zajęcia i odwrotnie. Ale w tym przypadku zdecydowanie przeważa ta druga, dobra strona. Nie wiem czy łatwo by było wytłumaczyć dziewczynie, która nie tańczy dlaczego cały dzień siedzę na sali i nie mam dla niej czasu. Ona to rozumie, a co więcej – zazwyczaj jest tam ze mną. Razem możemy jeździć na mistrzostwa, razem występujemy, razem zdobywamy miejsca, razem trenujemy. I choć jest wiele minusów, o których nie wspomniałem, to na możliwość połączenia dwóch miłości – tańca i dziewczyny – nie mogę narzekać.

13. Dokończ zdanie: Gdyby nie taniec to………

Bartek: … nie wiem. Naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić co bym robił, gdybym nie tańczył.

14. Dostałeś się zarówno na CodArts w Rotterdamie jak i Rambert School of Ballet and Contemporary Dance w Londynie. Obydwie uczelnie są prestiżowe. Co zadecydowało, że wybrałeś tą drugą?

Bartek: Wybór był bardzo ciężki, ale styl tańca, jaki prezentuje Rambert School bardziej do mnie przemawia. Ludzie, których widziałem, którzy skończyli tą szkołę są wspaniałymi tancerzami i w Londynie jest na pewno więcej możliwości. Myślę, że tutaj bardziej się odnajdę, a szkoła pomoże mi spełnić moje marzenia.

15. Czy Twój pobyt za granicą oznacza również koniec Twojej kariery w Twoim zespole czy znajdziesz jeszcze czas na treningi i występy z Luzem? Da się te dwie rzeczy pogodzić ze sobą?

Bartek: Na pewno ciężko będzie pogodzić obie te rzeczy... Oczywiście jak tylko będę mógł będę przyjeżdżał do nich. Mam też nadzieję, że uda mi się pojechać z LUZem na Mistrzostwa Świata do Riesy, ale decyzja nie należy niestety do mnie. Raczej swoje taneczne życie przenoszę tutaj, do Londynu, ale na pewno zrobię wszystko, żeby móc spędzać z LUZem jak najwięcej czasu!

16. Gdzie możemy Cię spotkać? Planujesz jakieś Warsztaty, obozy?

Bartek: Już we wrześniu wylatuje do Londynu i przez 3 lata nie będzie mnie zbyt wiele w Polsce. Jednak w dobie Internetu, youtube’a i facebook’a myślę, ze każdy zainteresowany będzie miał okazję mnie gdzieś zobaczyć, jeśli będzie chciał. ;)  A więc – do zobaczenia!

Bartku....powodzenia w Londynie! Mamy nadzieję, że wrócisz do nas z masą niesamowitych pomysłów!

Rozmawiała: 2cool4you

Komentarze  

 
+4 #1 Kat 2011-10-09 20:31
Wywiad z prawdziwą wrażliwością, po przeczytaniu którego parę proc. tancerzy powinno zastanowić się nad pojęciem "wyczerpujący". Całość czytało mi się z wielkim uśmiechem na twarzy, a sam Bartek jest niezwykle sympatycznym, dojrzałym i ciepłym człowiekiem. Życzę mu wielu sukcesów w życiu!
Cytować
 
 
+4 #2 2cool4you 2011-10-13 18:27
Kat - odniosłam takie samo wrażenie;)). Miejmy nadzieję, że pokaże tam na co go stać !
Cytować
 
 
0 #3 anett 2012-01-07 11:03
To chyba najpiękniejszy wywiad, jaki czytałam. Jestem pod ogromnym wrażeniem, naprawdę. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Bartek obok tego, iż jest wspaniałym tancerzem, zachwyca też osobowością i niesamowitą wrażliwością. Życzę mu, żeby wszystko w Londynie poszło po jego myśli, bo z całą pewnością na to zasługuje :)
Cytować