Lizbona albo śmierć
Wpisany przez grace kelly piątek, 03 września 2010 06:43
Dziś trochę o tym dlaczego każdy z Nas powinien żałować, że nie spróbował swoich sił na castingach do You Can Dance 4.
Przede wszystkim dlatego, że patrząc na poziom części tancerzy, którzy dostali bilety na warsztaty, istnieje spore prawdopodobieństwo, że już nie będzie na to szans. Bo piątej edycji Naszego, wciąż jeszcze uparcie i wbrew rozsądkowi, ukochanego tanecznego show być może nikt nie będzie chciał oglądać.
Wiem, że straszna ze mnie maruda...
Ale przyznacie, że dobrze nie jest, a Lizbona w środku zimy jest niewątpliwie niezwykle kusząca i jak można było zobaczyć w ostatnią środę (w poprzednie zresztą też) – wcale nie nieosiągalna...
Skoro ONI mogli, to dlaczego nie My?
Skoro nie trzeba być już dobrym tancerzem, a wystarczy... No właśnie!
1. Metoda na lekkiego świra.
Świetna w planie kombinowanym na przejście precastingu. O co chodzi? O to co większość ludzi stara się uczynić przez całe swoje życie – o zwrócenie na siebie uwagi w odpowiednim momencie, miejscu i czasie. Czasem po prostu trzeba zrobić z siebie idiotę. W końcu cel uświęca środki, nieprawdaż? Ale uwaga! Jeżeli nie chcesz stać się kolejną ofiarą wszystkich internautów, to porzuć tę metodę kiedy tylko dostrzeżesz w pobliżu jakieś kamery...
2. Metoda na świetnie porozciąganą panienkę.
Zapewne wszyscy, szczególnie panowie, kojarzą te cudowne ujęcia z korytarzy namolnie pokazywane w każdym odcinku You Can Dance... Dziesiątki pięknych dziewcząt w pozycjach i strojach, jakich nie widuje się na żadnych innych korytarzach... A jakiż to przywilej dla nastoletniej płci pięknej – nie dość, że cała szkoła zobaczy je takie urocze i zniewalające w TV, to jeszcze Augustin powie im, jako setnym tego samego dnia, jakie są piękne i oczywiście wyjątkowe, naprawdę jedyne w swoim rodzaju, no naprawdę...
Wiecie z kogo się szczerze uśmiałam w ostatnim odcinku? Z Eweliny Sztamm. Jak za pierwszym razem zobaczyłam te szpagaty na parkiecie, to nawet zrobiło to na mnie wrażenie, ale ponieważ historia lubi się powtarzać, tyle że za kolejnym razem jako parodia... Do głowy przyszła mi cokolwiek głupia myśl – czy ona się tak przemieszcza na co dzień? Zapamiętam ją jako taką „kobietę chodzącą szpagatami”... Eee... No comments...
3. Metoda na wyglądanie i mówienie.
Autentyk. Cytat. Masakra. „Widzimy, że wyglądasz i potrafisz mówić... Hej! Co robisz w przyszłym miesiącu? A może pojedziesz z nami na warsztaty dla najlepszych tancerzy w Polsce?”
Wiecie co? Ja też wyglądam. Mam dwie nogi, dwie ręce, twarz i dużo innych fajnych rzeczy! Mało tego – nawet mówić potrafię! I to, nie chwaląc się, nawet w dwóch językach... A Wy? Tylko nie ściemniajcie, że też tak macie...
4. Metoda na skrzywdzonego przez życie.
Stara, wypróbowana, cały czas niezwykle skuteczna, choć nieco już oklepana. Wykorzystywana zarówno przez beztalencia, jak i osoby z pewnymi predyspozycjami, którym brakują milimetry do bycia świetnym, więc postanawiają się nieco sprzedać... Sami wiecie...
Co tu jeszcze dodać? Wydaje mi się czasem, że produkcja You Can Dance powinna się skontaktować z pomocą społeczną i wspólnie z nią coś zdziałać w tym kierunku. Bo, jak Boga kocham, są w tym lepsi od państwa...
5. Metoda na przerażonego życiem/ofiarę losu.
Wytłumaczcie mi jedną rzecz? Czy jak ktoś się boi własnego cienia, to automatycznie oznacza, że COŚ w nim jest? Tym bardziej, jeżeli tanecznie jest kiepsko? Być może jestem gruboskórną i niewrażliwą zołzą, ale póki co, to widzę ciemność...
Pojedzie takie dziewczę do Lizbony, będzie się przez cały czas mazać, izolować, ukrywać po kątach i przeżyje największą traumę w swoim życiu. I po co to?
6. Metoda na trzy litery.
W You Can Dance jest nietypowo, bo nie znajdują się one przed imieniem, jak w „świecie zewnętrznym”, ale po nim i dodatkowo pierwszą z nich jest F. Przejście precastingu – gwarantowane. Dalej jest już różnie. Ale tyle razy już o tym pisałam, że sama znudziłam się tym tematem...
Oficjalnie ogłaszam reaktywację hasła „Lizbona albo śmierć”!
Nie skreślam żadnej z osób, których sylwetki subtelnie (jak zwykle zresztą) nakreśliłam w tekście.
Ale lepiej niech w końcu pokażą na co je stać.
Bo na razie jest wyjątkowo nuuudno...
Ja póki co liczę na swoją czwórkę „perełek”, które dojrzałam w tych marnych relacjach z castingów. No i na uczestników, którym TVN nie zechciał poświęcić swego cennego czasu antenowego, bo wolał Nam pokazywać mężczyzn w różu i z kaczką na smyczy...
A Wy?
| « poprzednia | następna » |
|---|


